Po drugiej stronie lustra
Najmłodszy z braci, najniższy w szkole, ciągle musiałem rywalizować, przebijać się przez mur swoich ograniczeń. Moje starania dawały mizerne rezultaty, tak jak mała była moja odporność na znoszenie frustracji. Na pomoc rodziców nie mogłem liczyć, oni przecież mieli swoje, dorosłe problemy... Miałem swoich Idoli, którym zazdrościłem swobodnego poruszania się po ścieżkach życia, oraz ideologię godną idoli, mówiącą, że muszę być taki jak oni.

Kiedy pierwszy raz poczułem opadające po wypiciu alkoholu hamulce? Dokładnie nie pamiętam. Było to chyba wtedy, kiedy pierwszy raz pobiłem się z kolegą po pijanemu, niewiele pamiętam z samego przebiegu bójki, za to doskonale pamiętam rozpierającą mnie dumę po zakończeniu, koledzy klepali mnie po plecach, traktowali jak równego sobie, a Ja przecież tak bardzo chciałem być jednym z nich...cudowne doświadczenie...

Byłem od dziecka bardzo wstydliwy, właściwie jeden chodzący wstyd... wstydziłem się swojej chuderlawej postury, biedy w której dorastałem, ojca, który zachowywał się inaczej niż ojcowie moich rówieśników. Pamiętam jak umówiłem się na pierwszą randkę. Basia była najfajniejszą dziewczyną w szkole i to właśnie ze mną chciała się spotkać... liczyłem minuty do tego spotkania, a żeby łatwiej było mi znieść narastające napięcie, "zapijałem stresiora" tanim winem. Na randkę poszedłem wstawiony, niewiele pamiętam z tego co się na niej działo, za to doskonale pamiętam co czułem po spotkaniu z kolegami, jak opowiadając nieprawdę o swoich przewagach seksualnych rosłem w ich oczach, czułem się taki dorosły... cudowne uczucie... nigdy więcej nie spotkałem się z Basią.

Kiedyś, wracając do domu zobaczyłem grupę moich kolegów stojących na trawniku, czymś wyraźnie rozbawionych. Podszedłem bliżej, aby bawić się wraz z nimi i wtedy zobaczyłem mojego ojca kompletnie pijanego - niekompletnie ubranego... chciałem wtedy umrzeć. Nie przyznałem, że to mój ojciec, zaśmiałem się przez łzy i poszedłem prosto do sklepu po wino, które natychmiast wypiłem... cudowna ulga... tak jakbym nagle przeszedł na drugą stronę lustra, gdzie wszystko jest groteskowo kolorowe,,, pozostałem tam na kilkanaście lat.

Świat wymyślony był prostszy od realnego, moje życie zaczęło przypominać wahadło oscylujące między ulgą a cierpieniem, gdzie nie było długiego oczekiwania na poprawę samopoczucia, ale gdzie nie było też moich dzieci, rodziców, przyjaciół i ideałów... cudowna nieświadomość...

Kiedyś Mój syn opowiedział mi o tym jak pobił się ze swoimi kolegami, którzy parodiowali moje zachowania gdy byłem pijany, przez co nie poszedł na swoją pierwszą w życiu randkę z pierwszą w życiu dziewczyną... rozpłakałem się... ważne doświadczenie. Wtedy już od roku byłem suchy... dziś mam prawie czternaście lat abstynencji, przygotowanie zawodowe do pracy terapeutycznej z osobami uzależnionymi i... świadomość, że jestem po właściwej stronie lustra.

Obywatel GB

Jeżeli znalazłeś w tej historii kawałek swojego życia lub jest to opowieść o kimś dla Ciebie ważnym, to przyjdź do nas,
ta oferta jest dla Ciebie.